Psychotropy – fakty i mity

Leki przepisywane przez lekarza psychiatrę, czyli tzw. psychotropy, są często niezbędnym elementem

Podziel się

Czytaj więcej
Bądź ze sobą

Ile czasu dziennie poświęcasz na tzw. Higienę osobistą?
Mam na myśli kąpiel, mycie zębów, włosów, przygotowanie czystego, wyprasowanego ubrania?
Jeśli jesteś kobietą, być może zależy Ci na tym by podkreślić swoją urodę poprzez ładny makijaż, fryzurę czy pomalowane paznokcie. Jako element dbania o siebie można też uznać regularne uprawianie sportu, wizyty na siłowni itp. To ważne i często sprawia wiele satysfakcji.

A co z higieną psychiczną?
W związku z tym tematem rodzi się wiele pytań i wątpliwości:
– Higiena psychiczna – a co to takiego?
– Czy to jest niezbędny element naszego codziennego funkcjonowania?
– Co i jak często robić by zachować higienę psychiczną?
– Jakie przyniesie to korzyści?
– Co jeśli nie mam w zwyczaju dbać o higienę psychiczną?

Sporo pytań, ale ta kwestia jest w zasadzie prosta. Nie jesteśmy uczeni tego jak o siebie dbać pod względem psychicznym. Teoretycznie powinniśmy taką naukę wynosić z domów rodzinnych, ale dość powiedzieć, że z tym bywa równie a nasi rodzice też mogli nie mieć okazji by takową wiedzę nabyć. W szkołach wciąż brak zajęć, które w jakikolwiek sposób nawiązywałyby do nabywania umiejętności radzenia sobie z okazywaniem uczuć, identyfikowania swoich emocji czy radzenia sobie z problemami.

Higiena psychiczna to właśnie nic innego jak umiejętność identyfikacji swoich stanów emocjonalnych, uczuć, dostrzegania sytuacji i własnych myśli, które mogą emocje w nas wywoływać. Higiena psychiczna to w gruncie rzeczy psychiczna świadomość tego co się dzieje wokół nas. Higiena psychiczna to także czas, jaki jesteśmy gotowi poświęcić na przemyślenie codziennych wydarzeń z naszego życia.

Higiena psychiczna jest, a właściwie powinna być, codziennym elementem naszego funkcjonowania. Wyobrażacie sobie nie myć zębów przez tydzień? No właśnie. A kiedy ostatnio poświęciłaś/eś sobie 5 minut by zobaczyć o czym myślisz? Codziennie kogoś spotykamy, gdzieś jesteśmy, z kimś rozmawiamy i powstają w nas różne emocje, dlatego higiena psychiczna potrzebna jest na co dzień.

Co robić? Zrób sobie herbatę. Wyłącz komórkę. Usiądź wygodnie, bez telewizora, gazety, książki, przez chwilę nic nie rób, nie jedz, nie żuj gumy, nie rób na drutach, nie zajmuj niczym rąk, nie skupiaj się na niczym konkretnym. Banalne? Dziwne? Proste? Po co? Spróbuj… przekonaj się zareaguje twój organizm, głowa…

Przewlekłe niedbanie o siebie pod względem psychicznym, czyli brak świadomości swoich uczuć, myśli i niedostrzeganie wydarzeń, które mogą wywoływać emocje prowadzi z czasem do powstania lęku – stanu pobudzenia organizmu, który wszystkie te wydarzenia, myśli i emocje rejestruje. Z czasem pojawiają się bóle głowy, natłok myśli, szumy w uszach, ucisk w klatce piersiowej, gula w gardle, problemy gastryczne, ogólne osłabienie czy senność w ciągu dnia i trudność w zaśnięciu w nocy oraz inne.

Korzyści z zachowywania higieny psychicznej to zachowanie zdrowia psychicznego. Emocje mają nam dodawać sił do działania, co jednak w sytuacji, kiedy nie będziemy sobie zdawać z nich sprawy. Skąd wiać siły do codziennych zajęć.

Ćwiczenie:
Na początku poświęć sobie 5 – 10 minut w ciągu dnia by w spokoju pomyśleć, być ze sobą, spróbuj zobaczyć o czym myślisz. Może nie być to takie łatwe, przeszkadzać może natłok myśli, ogólne rozkojarzenie czy nawet niepokój. To tylko potwierdzenie tego jak bardzo tego potrzebujesz. Z czasem ulegnie to zmianie i przyzwyczaisz się, że można być ze sobą, a tym samym sobie pomóc.

Podziel się

Czytaj więcej
Czy bywasz „podenerwowany”?

Nie ma co ukrywać, wiele osób ma sporą trudność w precyzyjnym określeniu i nazwaniu swoich stanów emocjonalnych czy uczuć. Mówiąc wprost najczęściej nie wiemy co i kiedy czujemy! Kiedy już uda nam się dostrzec, że coś się z nami dzieje, że to chyba związane z naszymi emocjami, strzelamy na chybił trafił nazwami, które jako pierwsze przychodzą nam do głowy. Z resztą skąd mamy posiadać precyzyjną wiedzę na temat emocji, uczuć, czy też ogólnego sposobu ich przeżywania i radzenia sobie? W szkole nie ma takiego przedmiotu, czy dodatkowych zajęć, które by z tego zakresu nas wyedukowały. A szkoda! W domach rodzinnych też bywa różna swoboda jeśli chodzi o przyznawanie się do swoich emocji i podchodzenie do nich z szacunkiem, co nie zmienia faktu, że nawet przy totalnej swobodzie i gotowości na mówienie o uczuciach, często szukamy różnych dziwnych nazw i określeń, które wprowadzają w błąd. No właśnie, ale kogo tak właściwie wprowadzają w błąd i dlaczego to takie ważne by trafnie nazywać emocje?
Krótki przykład:

Oglądam mecz siatkówki. Sporo emocji, nie ma co! Co widzę? Jeden z trenerów w obliczu niepowodzenia jego drużyny rzucił notatnikiem, kopnął krzesło a z jego ust, delikatnie mówiąc wydostała się jakaś kąśliwa uwaga.
Co słyszę od komentatora? „Trener chyba lekko podenerwowany”. Co to znaczy? Czy my oglądamy na pewno ten sam mecz?
Ja widzę trenera w pełnej złości, która go ogarnia i traci nad nią kontrolę! On jest w złości! Nie ma co do tego wątpliwości. A tu „chyba” „lekkie” „podenerwowanie”. Ratujcie! To pokazuje jednak jeszcze jedną ważną sprawę – nie czujemy się kompetentni by operować emocjami i o nich otwarcie mówić, brak nam w tym zakresie pewności siebie. Ile w tym komentarzu do meczu asekuracji i zmiękczeń. Ale do rzeczy, o co chodzi z tym nazywaniem emocji?

Nieprawidłowo nazwana emocja wprowadza w błąd nas samych, a dokładnie nasz układ nerwowy. Czy zastanawiałeś/aś się kiedyś nad tym czym właściwie jest emocja? Nie chodzi o jakieś wyszukane definicje traktujące o stanie naszego ducha itd. Czym jest emocja na poziomie fizjologicznym, na poziomie naszego organizmu?
To impuls elektryczny przemieszczający się po układzie nerwowym. Tylko tyle, i aż tyle! W takim wypadku naprawdę trudno oddzielić od siebie emocjonalność od fizyczności. Jeśli więc nietrafnie nazywasz emocje, twój układ nerwowy nie działa tak jak powinien. Nieprawidłowo rozpoznana emocja przyczynia się do powstania lęku – ogólnego stanu pobudzenia organizmu, który może objawiać się jako ból głowy, szumy w uszach, ucisk w klatce piersiowej, brak apetytu, spocone i zimne dłonie, trudność w skupieniu się i wiele jeszcze innych objawów.

W swoich prowadzonych od 1954 roku badania Paul Ekman wskazał na 6 podstawowych emocji, jakie potrafi przeżywać i okazywać człowiek, bez względu na pochodzenie, wiek, kulturę, kolor skóry czy zestaw genów. Badania pokazały, że każdy z nas prezentuje te emocje w taki sam sposób, to znaczy nasze organizmy są jakby w ten sam sposób zaprogramowane do ich okazywania. Z tego tylko względu, nasze organizmy dużo lepiej będą reagować na trafnie zidentyfikowaną i nazwaną emocję, która ostatecznie będzie stanowić źródło energii do działania a nie podstawę do powstania lęku.
Te sześć emocji to nic innego jak:
– radość
– smutek
– złość
– strach
– wstręt
– zaskoczenie/zdziwienie

Brzmi znajomo? No przecież to właśnie nasze emocje!
Dostałeś prezent – czujesz radość.
Czekałeś na ważne spotkanie, do którego ostatecznie nie doszło – jesteś smutny.
Ktoś nie słucha tego co mówisz a jest to dla ciebie ważne – powstaje złość.
Nie zauważyłeś blisko przejeżdżającego auta, było niebezpiecznie – to Twój strach.
Masz połknąć tabletkę o obrzydliwym smaku – poczujesz wstręt.
Niespodziewanie przychodzą goście – możesz być zaskoczony.

Prosto i dokładnie. Jedna sytuacja i jedna dominująca emocja, na którą reaguje układ nerwowy.

Ćwiczenie: na koniec dnia spróbuj wrócić do jakiejś sytuacji, która wywołała u Ciebie emocje, przeanalizują ją krótko i nazwij emocję, jaka u Ciebie powstała. Może następnym razem uda się na bieżąco przeanalizować co czujesz. Pamiętaj emocje można przeżyć i doświadczyć tylko Tu i Teraz, nigdy rozpamiętując lub zamartwiając się.

Podziel się

Czytaj więcej
Mity o depresji albo depresyjne mity

Depresja to obecnie jedna z najczęstszych chorób, jakie mogą dotknąć człowieka, bez względu na wiek. Szacuje się, że na depresję choruje około 350 mln ludzi na całym świecie, choć wiadomo, że liczba ta może być znacznie większa, ponieważ nie każdy człowiek z objawami zgłosił się do psychiatry czy psychologa. W związku z tak dużym rozpowszechnieniem, powstaje wiele poglądów i opinii dotyczących przyczyn depresji, jej leczenia i procesu dochodzenia do zdrowia. Niestety wiele z nich przybiera formę mitów, nieprawdziwych lub niesprawdzonych informacji, które na stałe wkomponowały się w obraz choroby i nasz sposób patrzenia na osoby nią dotkniętych.  Zobaczmy i obalmy kilka z nich. Oto 8 mitów na temat depresji!

Mit 1 Depresja to przeżywany smutek i u każdego wygląda tak samo.

Tak naprawdę depresja to bardzo złożona choroba, która u każdego może wyglądać inaczej, tzn. ukazuje się poprzez różne objawy i dolegliwości. Widoczny u osób chorujących SMUTEK (obniżony nastrój), może ale nie musi być tylko jednym z elementów całej choroby. Sam smutek towarzyszy każdemu z nas z wielu różnych powodów, jednak nie mówimy przecież, że wszyscy mają depresję. Poza tym sam smutek po jakimś czasie mija, natomiast depresja to stan i liczne objawy, które utrzymują się co najmniej przez 2 tygodnie ciągle, znacząco utrudniają codzienne funkcjonowanie i podejmowanie zwyczajowych aktywności. Depresja to choroba przewlekła! Oprócz SMUTKU innymi objawami depresji mogą być:

  • Problemy ze snem
  • Ogólne zmęczenie, brak sił
  • Drażliwość i nerwowość

Podziel się

Czytaj więcej
„Chcem” być psychologiem

 „Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej…”. No i w sumie podobnie jest z pójściem na psychologię. Niby każdy może i później będzie mu to psychologowanie wychodzić lepiej lub trochę gorzej – jak w każdym zawodzie.

„…ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi”. I tutaj zgodzić się już z tym nie mogę. Bycie psychologiem to sprawa całkiem poważna, a samo psychologowanie ma polegać między innymi na niesieniu pomocy, więc umiejętności i czucie tematu liczą się i to bardzo.

Ale po kolei.

Czy Ty także chciałabyś/chciałbyś studiować psychologię? Być może już dawno temu zapadła decyzja w tej sprawie i nie wyobrażasz sobie innego kierunku kształcenia. Z drugiej strony, psychologia może być jednym z kilku kierunków, jakie bierzesz pod uwagę ponieważ masz sporo czasu do zastanowienia. Jednak bez względu na to czy jesteś zdecydowany/a od dawna, czy jeszcze to rozważasz, warto spojrzeć na tą kwestię z pewnej perspektywy i wcześniej przemyśleć kilka spraw. W moim wypadku będzie to perspektywa czasu, dzięki której postaram się przedstawić Wam sam wybór oraz studiowanie psychologii takim jakim jest, co pomoże w ostatecznym podjęciu właściwej, choć niełatwej decyzji.

Do dzieła!

Dlaczego chcę być psychologiem?

Zastanawianie się zacznij od tego  bardzo ważnego pytania. Dlaczego chcesz zostać psychologiem? Czy czujesz potrzebę pomagania innym? A może uważasz, że jest to szansa na zyskanie narzędzi by potrafić pomocy komuś z Twoich bliskich lub samemu/samej sobie? Być może dzięki wiedzy, którą masz nadzieję zyskać, masz także nadzieję na zrozumiesz siebie przez co będzie Ci się lepiej żyło? To głębokie i ważne pytania do przemyślenia. Choć to nie wszystko. Mam też na myśli pewne pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi, mianowicie – czy każdy nadaje się by zostać psychologiem? Czy Ty jesteś osobą, która może zostać „dobrym” psychologie? Nie ma jakiegoś określonego z góry zestawu cech osobowości, które lepiej predysponują do tego zawodu, nie robi się także testów osobowości przy okazji rekrutacji na ten kierunek (a być może powinno się). Zmierzam jednak do pewnego konkretnego wniosku, który chciałbym przekazać w jasny i czytelny sposób, jednocześnie nikogo nie stawiając w gorszej pozycji. Jeśli w przyszłości chcesz być psychologiem – dobrym psychologiem, który potrafi zrobić swoją robotę, który potrafi poradzić sobie z ludźmi i ich życiem, problemami, kryzysami, stratami lub innymi zadaniami –

to musisz sam/sama z

Podziel się

Czytaj więcej
Dziecko na kryzys

Kilka lat temu po raz pierwszy spotkałem się z pewną radą. Opowiedział mi o niej pacjent, który wcześniej korzystał wraz z żoną ze spotkań z psychologiem w ramach terapii małżeńskiej. Usłyszałem mniej więcej coś takiego:

–  Wasz związek przechodzi kryzys. Proponuję postarać się o dziecko.

Krótko, rzeczowo no i … chyba nie na temat.

W związku z tym, chciałbym, by z tego krótkiego artykułu skorzystały związki, które przechodzę pewne trudności i taką właśnie radę usłyszały, bądź taki pomysł po ich głowach chodzi.

Na początku kilka słów o tym, dlaczego to zły pomysł, by w obliczu problemów decydować się na dziecko.

Mamy gdzieś głęboko zakorzenione w głowach, że ciąża to „stan błogosławiony”, czas radości, przygotowań, zakupów małych bucików i remontu pokoju dla bobasa. Przyszli rodzice są szczęśliwi, uśmiechnięci, a cały ich czas upływa na czekaniu i radości. Taki obraz często kreują media, jednak zazwyczaj przedstawiają tylko część prawdy.

Problemy małżeńskie i prace związane z ich rozwiązaniem, ciąża i związane z nią obowiązki, czasami nieprzewidziane utrudnienia zdrowotne itp. oraz samo pojawienie się nowego członka rodziny znajdują się w 15 najbardziej stresujących wydarzeniach życiowych!  To nie przypadek!

W związku z tym szybko pojawiają się ważne pytania: czy stać mnie na to dziecko? Czy mam stałą pracę? Czy to na pewno stała praca? Co z urlopem macierzyńskim (krótszy/dłuższy)? Wrócę do pracy? Czy będę miała gdzie wrócić? Co później, czy będzie potrzebny żłobek? Czy będziemy mogli liczyć na pomoc dziadków? Czy będę mogła liczyć na partnera? Czy będę potrafił wspierać swoją partnerkę? I tak dalej, i tak dalej. Mnóstwo pytań, jeszcze więcej wątpliwości do rozwiania. To normalne, gdy idą zmiany.

Pamiętajmy też, że mówimy o parach, które są w kryzysie, a więc ostatnio się nie dogadują. Mają różne poglądy na różne sprawy i trudno im wypracować wspólny front. Być może zmagają się z trudną decyzją lub coś poważnego dotknęło ich związek. Powyższe pytania nie są łatwe i mogą wywołać napięcia. Załóżmy jednak, że padły wspólnie zaakceptowane odpowiedzi a sytuacja wydaje się stabilna. Kolejne ważne momenty to następne 9 miesięcy. Czy dziecko jest/będzie zdrowe? Czy ciąża przebiega prawidłowo? Czy ciążą ograniczy moją aktywność? Gdzie rodzić? Czy ojciec będzie przy porodzie? Czy mam być przy porodzie?! Do tego gorsze samopoczucie kobiety, drażliwość i inne naturalne trudności. Różne wyobrażenia macierzyństwa/ojcostwa. To kolejne wyzwania dla pary w kryzysie.

No i w końcu poród. Kilkudniowy pobyt w szpitalu i do domu (zakładając brak komplikacji). Tutaj także wyzwania i pewne trudności: niedospane noce, zmęczenie, drażliwość. Niemowlak może zachorować, mieć kolki, po prostu płakać. Kiedy towarzyszą nam takie stany, łatwiej wybuchnąć. Na kogo? Na partnera bo jest najbliżej, bo jest najbliższy. Naprawdę nic w tym nadzwyczajnego.

A co jeśli dziecko przyszło na świat i nie zmieniło relacji między Wami? Co jeśli pokładane w nim nadzieje nie spełniły się? Jesteśmy tylko ludźmi, a z psychologicznego punktu widzenia istnieje ryzyko, że zupełnie nieświadomie obciążycie malucha winą za niepowodzenie. Możliwe, że z tego powodu, nigdy nie będziecie z niego do końca zadowoleni i dumni, dacie mu do zrozumienia, że zawiódł, ponieważ zrobiliście wszystko by przyszedł na świat i nic się nie zmieniło. Nierozwiązane problemy nadal pozostały nierozwiązanymi problemami a emocje wciąż czekają na działanie.

Drogie pary w kryzysie i przyszli rodzice! Rodzicielstwo niesie za sobą wiele  wyzwań, nie wszystkie da się przewidzieć i na nie wszystkie można przygotować. Możliwe, że są pary, które odniosły korzyść z takiej rady, jednak co w sytuacji, kiedy pokładane w dziecku nadzieje nie wypalą. Od momentu pojawienia się dziecka na świecie cała wasza uwaga będzie skupiona na nim. Dla was nie zostanie wiele czasu. Bobas, mimo, że najsłodszy na świecie i najbardziej kochany „wciśnie się” między was, oddalając was od siebie. Na dziecko przyjdzie odpowiedni czas. Jeśli tylko możecie, poświęćcie trochę czasu na pracę nad sobą i swoim związkiem. Ustabilizujcie swoje relacje, nazwijcie emocje jakie są między wami i poczujcie, że możecie na sobie polegać. Jeśli tylko staniecie się silniejsi jako para, poczujecie, że gracie w jednej drużynie, to będzie świetny moment by dołączył do niej kolejny zawodnik!

Powodzenia.

Damian Giętkowski

Podziel się

Czytaj więcej
CZY POTRAFISZ O SIEBIE ZADBAĆ ?

Co to znaczy „dbać o siebie”? Wpisałem to pytanie w google i wyświetliło mi się mnóstwo artykułów typu: „O co powinna dbać kobieta”, „7 sposobów na wellness”, „Jak być piękną i zadbaną kobietą”. A ty: jak o siebie dbasz? Co robisz by czuć  się zadbaną/zadbanym.  Wstajesz rano myjesz zęby, smarujesz buzie kremem, może się malujesz, dbasz o dłonie i paznokcie, chodzisz do kosmetyczki, na siłownie, dobrze się odżywiasz, elegancko się ubierasz, używasz kosmetyków. Ale czy to wystarczy żeby czuć się ze sobą dobrze??? Czy czujesz się dobrze ze swoimi emocjami, ze swoją psychiczną częścią? Tak, ona też wymaga pewnych zabiegów, by mogła funkcjonować zdrowo i byś Ty czuł/a się dobrze. Więc zastanówmy się przez chwile: Co to znaczy dbać o siebie pod względem psychicznym?

Generalnie chodzi o Twoje emocje. A dokładnie o Twój sposób obchodzenia się z nimi. Pod tym względem nie mamy łatwo, ponieważ posiadamy tendencję do spychania naszych emocji, ignorowania ich i nieprzyznawania się do nich. Poza tym pomagają nam w tym liczne mechanizmy obronne, które w dyskretny i skuteczny sposób nie pozwalają na to, by trudnych emocji doświadczyć i je przeżyć. Oczywiście, owe mechanizmy jak wyparcie, projekcja, racjonalizacja itd. są bardzo przydatne, by w danej chwili nie zalały nas fale przytłaczających emocji, przez co nie bylibyśmy zdolni do konstruktywnych działań. Chodzi o to, co z tymi emocjami zrobimy później, po jakimś trudnym wydarzeniu. A później, niestety najczęściej zapominamy (chcemy zapomnieć), że one powstały i nie  mamy najmniejszej ochoty do nich wracać.

Po czym możemy poznać, że zaniedbujemy się psychicznie?

Kiedy przez dłuższy czas unikamy powstałych w nas emocji, one w końcu dadzą o sobie znać, sprowadzając na nas problemy ze snem w nocy, senność w ciągu dnia, brak sił i chęci do działania (obniżony nastrój), odczuwany niepokój, nerwowość, ogólne rozbicie, bóle głowy, żołądka, i wiele innych niedogodności w tym także somatycznych – po prostu będziemy chorować.

Co więc robić by potrafić sobie pomóc i uniknąć lub pozbyć się niechcianych objawów i nauczyć się o siebie dbać?

Nie zawsze jest to takie jasne i oczywiste i najczęściej właściwa droga do doświadczania i przeżywania emocji, które mamy w sobie często od lat i nam szkodzą, wypracowana zostaje w trakcie terapii. Ale ważne jest także, by potrafić doświadczać emocji, które zostają wywoływane u nas na co dzień.

  • Czy potrafisz nazwać emocje jakich doświadczasz, szczególnie te, które powstają w trudnych

Podziel się

Czytaj więcej
Psycholog czy psychiatra?

To chyba jeden z najczęstszych dylematów, przed jakimi stają osoby, które właśnie zdały sobie sprawę, że potrzebują pomocy w związku ze swoim psychicznym funkcjonowaniem. Sam nie raz słyszałem podczas pierwszych spotkań wiele wątpliwości z ust pacjentów, którzy nie byli do końca przekonani o słuszności swojego wyboru.

Czy psycholog mi pomoże?
Czy psychiatra przepisze mi

Podziel się

Czytaj więcej
Czego nie mówić osobie w depresji?

Ze względu na fakt rosnącej liczby osób borykających się z depresją, istnieje coraz większa szansa, że dotknie ona także kogoś z naszego otoczenia. A może już znamy osobę cierpiące ze względu na obniżony nastrój, silne przygnębienie, brak sił i inne symptomy depresji? Być może to ktoś z naszych znajomych, krewny, a nawet współmałżonek. To naturalne, że chcielibyśmy pomóc takiej osobie, powiedzieć coś, doradzić, pocieszyć słowem lub zapewnić 

aktywne wsparcie. Nie jest to jednak takie proste. Depresja to złożona

Podziel się

Czytaj więcej
Niby razem a jednak … osobno.  

Chyba nie będzie niczym nowym i szczególnie odkrywczym stwierdzić, że rodziny mają wiele trudnych decyzji do podjęcia na przestrzeni lat swojego funkcjonowania. Jednym z takich wyborów może być podjęcie decyzji o wyjeździe jednego jej członka w celu rozpoczęcia pracy zarobkowej. Może wiązać się to z pracą poza granicami kraju lub z podjęciem pracy, która wymagać będzie częstszego przebywania poza domem (praca typu tydzień na wyjeździe, weekend w domu lub o podobnym charakterze ale z inną częstotliwością). W artykule tym chciałbym właśnie poruszyć temat migracji zarobkowej z kraju lub migracji zarobkowej z miasta i jej wpływu na działanie rodziny. Dla uproszczenia będę głównie pisał o wyjeździe za granicę, choć tyczy się to każdej pracy, która wiąże się z cyklicznym przebywaniem poza swoim domem i bez rodziny.

Wyjazd w celu podjęcia pracy i utrzymania rodziny jest dziś sprawą powszechnie praktykowaną ze względu na niełatwą sytuację na rynku pracy, otwarcie granic i ogólną większą łatwość w przemieszczaniu się po świecie.

Jaki wpływ ma migracja zarobkowa na rodzinę i relacje między jej członkami?

Czy istnieją jakieś zagrożenia?

Jak funkcjonują i z jakimi problemami borykają się rodziny, które podjęły tą niełatwą decyzję?

Odnosząc cię do definicji rodziny można z całą pewnością powiedzieć, że rodzinę tworzą osoby silnie ze sobą związane, mogące pochwalić się  bliskimi relacjami, które rzutują na funkcjonowanie każdego jej członka. Aby tak było rodzina musi więc spędzać ze sobą czas, wspólnie dzielić się swoimi myślami, rozmawiać, rozwiązać jakiś problem, może czasem razem uporać się z jakimś nieprzewidzianym zdarzeniem lub po prostu pokłócić się i na nowo pogodzić. Rodzina to też wzajemne zobowiązania i zaspokajanie potrzeb – także tych finansowych, choć oczywiście nie tylko. Inne niezwykle ważne aspekty prawidłowego działania rodziny to zaspokajanie potrzeb emocjonalnych (wzajemne wsparcie), duchowych, fizycznych oraz psychicznych. Niestety nie wszystkie można w pełni lub w ogóle zaspokajać na odległość.

Tak ważna zmiana jak wyjazd za granicę do pracy wpływa na każdego członka rodziny bez wyjątku. Zobaczmy to z perspektywy każdego jej członka, zakładając statystycznie najczęstszą sytuację, gdzie to mężczyzna wyjeżdża za pracą:

Mąż/ojciec/mężczyzna/głowa domu – zmiana na jaką decyduje się rodzina jest ogromna. Mężczyzna ma zmienić miejsce zamieszkania, poznać nowe miejsce, poradzić sobie z ewentualną barierą językową, podjąć nową pracę i spotkać nowych ludzi. Może martwić się o powodzenie tak dużego przedsięwzięcia, może martwić się o swoją rodziną i o siebie. Może mieć w głowie wiele pytań, wątpliwości i niepewność co do przyszłości, zarówno swojej jak i swoich bliskich. Z czasem, kiedy wszystko ułoży się pomyślnie rozpoczynają się cykliczne powroty i wyjazdy – niebezpieczna psychiczna huśtawka. Chwile radosnych powrotów, być może dzielenia się z bliskimi prezentami mającymi wynagrodzić nieobecność ojca i chwilowy powrót do rodzinnej rutyny. Z czasem okazuje się, że do tej pory dobrze znana codzienność staje się coraz bardziej obca. Ojciec chce zdyscyplinować swoje dzieci, u których z powodu nieobecności w ważnych dla nich chwilach, traci ojcowski i wychowawczy autorytet. Chce czuć się potrzebny także w domu, jednak z czasem żona poukładała wszystko tak, by mogła radzić sobie sama. Po jakimś czasie i kilku takich cyklach, mężczyzna może zacząć odczuwać, że nie potrafi odnaleźć się już w swoim własnym domu. Nie zna już rytmu dnia, gubi się, zaczyna przeszkadzać a nawet może czuć się jak intruz. Później to już tylko chwila odpoczynku i smutek oraz wyrzuty sumienia związane z ponownym wyjazdem i rozstaniem.

Żona/matka – pozostanie samej oraz poczucie odpowiedzialności za dom, dzieci, pracę i inne codzienne obowiązki jest stresujące. W razie jakiegoś kryzysu jest zdana na siebie lub na osoby z trochę dalszego otoczenia – dalsza rodzina, znajomi. Nie ma jednak tej najważniejszej. Naturalna też staje się obawa o powodzenie wyjazdu męża, jego zdrowie i umiejętności radzenia sobie w niespodziewanych sytuacjach.  Z czasem udaje się już ułożyć rytm dnia ściśle pod siebie i potrzeby swoich dzieci, co daje poczucie bezpieczeństwa. Powroty męża, tak wyczekiwane, radosne i potrzebne stają się z czasem trudniejsze, zmieniają rytm. Większość codziennych spraw trzeba przeorganizować i przyszykować się na kolejne rozstanie – to frustrujące, trudne i psychicznie obciążające. Żona może odczuwać, że mąż zaczyna burzyć ustalony codzienny rytm, odstaje od rodziny, nie ma dla niego ustalonego miejsca i roli, z której mógłby się wywiązać. Staje się on dla żony gościem w ich własnym domu.

 

Dziecko/dzieci – są to przez długi czas osoby, które najmniej zdają sobie z procesów psychicznych jakie przeżywają, nie potrafią jeszcze trafnie interpretować i nazywać przeżywanych stanów emocjonalnych, choć przeżywają je bardzo silnie. I tutaj kryje się największe niebezpieczeństwo. Z perspektywy rodzica, które obserwuje swoje dziecko, wyjazd jego taty to chwilowy stres i lekki niepokój, po których przychodzi stabilizacja i ustalony rytm dni i tygodni. Nie do końca. Dziecko wszystkiego nie powie, ponieważ samo nie potrafi nazwać tego co się z nim dzieje pod względem psychicznym (my dorośli też często nie potrafimy). Dla dziecka kilku i kilkunastoletniego to silny stres, z którym nie zawsze będzie potrafiło sobie poradzić. Dziecko tęskni, obawia się, potrzebuje i chce być blisko swoich rodziców – obydwu. Poza tym maluchy mają niezwykłą łatwość w odczuwaniu i przeżywaniu emocji swojej mamy (szczególnie córki, choć to zbyt duże uproszczenie i temat na inny artykuł), która też przecież przeżywa wyjazd męża do pracy. Tak więc dziecko musi zmierzyć się z dużym obciążeniem. Później to cykliczna powtórka z emocji, swoista huśtawka przeżywanych na przemian stanów wyczekiwania, tęsknoty, obawy i niepewności. Trudno w takiej sytuacji o niezwykle potrzebne dla dziecka poczucie bezpieczeństwa będące gruntem pod rozwój zdrowo ukształtowanej osobowości. Pisanie o konsekwencjach psychicznych dla dziecka jest sprawą bardzo złożoną i zależy od wielu nieprzewidzianych i niekontrolowanych czynników, zarówno środowiskowych, jak i genetycznych. Jednym zdaniem można powiedzieć, że konsekwencje mogą być naprawdę różne, ale najważniejsze jest, że będą. Nie bez przyczyny powstał w ostatnich latach termin „eurosieroctwa” wskazujący na stan dzieci, których rodzice wyjeżdżają do pracy za granicę.

Widać więc wyraźnie, że wyjazd do pracy nie pozostaje dla nikogo obojętny. Nie chodzi absolutnie teraz o to, by piętnować osoby, które na to się zdecydowały. Sytuacje życiowe i rodzinne bywają różne i nikt nie powinien ich oceniać, bo nie zna okoliczności. Chodzi mi raczej o pokazanie zagrożeń jakie niesie za sobą podjęcie decyzji o wyjeździe, w konsekwencji oddalenie się od rodziny i ograniczenie spędzania z nią czasu. Obecnie, w związku z charakterystycznymi procesami psychicznymi jakie zachodzą u poszczególnych osób w rodzinach, gdzie jedno z dorosłych wyjechało, domy takie traktuje się jak rozbite. Tak rozbite. Podobnie jak to się ma w przypadku rozwodu. Dziwne? Oburzające? Czy zaskakujące? Dlaczego?

Pomyślmy o dwóch sytuacjach: w pierwszej rodzinie dochodzi do rozwodu. Dwójka nieletnich dzieci zostaje z matką. Sąd wskazuje by porozumieć się co do widzeń (i tata pojawia się co weekend, może czasem po południu w tygodniu) lub zasądza widzenia ojca z dziećmi (najczęściej co drugi weekend razem lub każdą sobotę, plus co drugie święta i jeden miesiąc z wakacji/tydzień z ferii lub w innej konfiguracji). Sytuacja druga: mąż/ojciec decyduje się na wyjazd za granicę do pracy. Kiedy widzi dzieci? Cykle pracy są różne, np.:  trzy miesiące za granicą i tydzień w domu, pół roku w pracy i dwa lub cztery tygodnie w domu. Święta najczęściej w domu, choć nie zawsze. W wakacje najczęściej nic się nie zmienia. Skoro więc po rozwodzie mówimy o rozbiciu rodziny i negatywnym tego wpływie na dzieci, to w przypadku wyjazdów jest co najmniej tak samo, jeśli nie gorzej ze względu na dłuższe okresy przerwy i zwykłe, życiowe odwyknięcie, odzwyczajenie się od bliskiej sobie osoby i bardzo źle wpływającą na rodzinę huśtawkę emocjonalną.

Wyjazd rodzica lub podjęcia przez niego pracy wymagającej ciągłych, długotrwałych wyjazdów lub przebywania przez dłuższy czas poza domem jest dużym wyzwaniem dla całej rodziny i nie pozostaje obojętny dla żadnego jej członka. Trudno znaleźć także najlepszy moment na taką decyzję, ponieważ tylko pełna rodzina zapewnia największe szanse na stworzenie środowiska sprzyjającego prawidłowemu rozwojowi dla każdego domownika. Dziecko w każdym wieku potrzebuje obojga rodziców, kiedy jest malutkie by stworzyć odpowiednie poczucie bezpieczeństwa, kiedy jest troszkę większe by czerpać odpowiednie wzorce oraz w okresie dorastania by ugruntować swoją młodą osobowość i przejść przez trudny okres adolescencji bez dodatkowych obciążeń. Pełna rodzina zawsze jest cenie i chyba nie warto ryzykować zaburzenia jej funkcjonowania, ryzykując osłabnięcie więzi, narażenie na przeżywanie wielu negatywnych emocji, czego konsekwencją mogą być różne dolegliwości psychiczne. Warto przecież rozważyć inne możliwości. Skoro w innym miejscu są lepsze warunki zarobkowe, to czy całej rodzenie nie będzie się tam żyło lepiej?

Damian Giętkowski

Podziel się

Czytaj więcej

„Dziecko chce być dobre. Jeśli nie umie – naucz.
Jeśli nie wie – wytłumacz. Jeśli nie może – pomóż.”


J. Korczak

Psycholog: mgr Damian Giętkowski
tel. 664 942 017
e mail: damian.gietkowski@gmail.com
Skype: Damian Giętkowski

Wszelkie prawa zastrzeżone

Ta strona używa COOKIES. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies, zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. POLITYKA PRYWATNOŚCI

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close